Legendy
Podobnie jak wiele innych miast w Polsce, Żarki mają swoje legendy i podania przekazywane z pokolenia na pokolenie. Dotyczą one nie tylko samego miasta, ale również okolicznych miejscowości na terenie gminy. Niektóre z tych historii przetrwały do dziś, stanowiąc ciekawy element lokalnej tradycji i kultury.
Sara- „matka chrzestna” Żarek
Jedno z lokalnych podań opowiada o pewnej żydówce Sarze, żonie karczmarza prowadzącego zajazd przy dawnym trakcie. Karczma powstała jako rekompensata za szkody wyrządzone podczas polowania, a dzięki gościnności i serdeczności Sary szybko zyskała popularność wśród podróżnych.
Z czasem wokół zajazdu zaczęła rozwijać się osada. Według legendy jej pierwotna nazwa wywodzi się od imienia „Sar”, które w zdrobniałej formie przyjęło brzmienie „Sarki”, by z biegiem lat przekształcić się w dzisiejsze Żarki.
O dawnej osadzie
Według podań ludowych nazwa Żarki może mieć związek z pożarami, które dotknęły dawną osadę. Jedna z legend głosi, że pierwotne zabudowania znajdowały się w miejscu, gdzie do dziś stoją ruiny kościoła św. Stanisława.
Osada była duża i dobrze rozwinięta, jednak pewnego dnia wybuchł pożar, który szybko objął całą zabudowę. Mieszkańcy, ratując swój dobytek, opuścili to miejsce i przenieśli się w dolinę, w okolice potoku Leśniówka. Szybko okazało się, że warunki do życia są tam znacznie korzystniejsze.
Według tej opowieści na pamiątkę tragicznych wydarzeń nowej osadzie nadano nazwę Żarki, nawiązującą do żaru i ognia. Warto jednak zaznaczyć, że wersja o istnieniu dawnej osady w tym miejscu nie została potwierdzona przez historyków.
Legenda o cudownym źródełku w Leśniowie
Do dnia dzisiejszego opowiada się niezwykłą historię związaną z leśniowskim źródełkiem. Legenda głosi, że przed wiekami wracający z Rusi książę Władysław Opolczyk zatrzymał się ze swoim orszakiem w dzisiejszym Leśniowie. Lato było upalne, a strudzeni wędrowcy bez skutecznie szukali wody do picia. Książę zwrócił się wówczas w modlitwie o pomoc do Matki Bożej i nagle na oczach wszystkich ziemia rozstąpiła się, a z jej wnętrza wytrysnęło obfite źródło zimnej wody. Spragnieni rycerze i ich konie zostali ocaleni, a miejsce to uznano za święte. W dowód wdzięczności za otrzymaną łaskę, książę w miejscu skąd wypłynęła woda, nakazał wybudować drewnianą kapliczkę i umieścił w niej figurkę Matki Bożej, którą wiózł razem z obrazem późniejszej „Czarnej Madonny”.
Do dziś bijące źródło daje początek potokowi Leśniówka, i przyciąga pielgrzymów i turystów, przypominając o dawnym cudzie.
O Mikołaju Korniczu z Przewodziszowic
Wśród wapiennych skał Jury wznoszą się ruiny strażnicy w Przewodziszowicach. To właśnie tam, na przełomie XIV i XV wieku, miał swoją siedzibę Mikołaj Kornicz, zwany Siestrzeńcem.
Według podań początkowo Mikołaj Kornicz był prawym rycerzem, wiernym zasadom honoru i służbie. Dopiero z czasem, na skutek nieznanych wydarzeń, odwrócił się od dawnego życia i obrał drogę bezprawia. Choć przez możnych uznawany był za rozbójnika, wśród okolicznych chłopów cieszył się sympatią. Powiadano bowiem, że jego łupem padali jedynie bogaci kupcy przemierzający jurajskie trakty. W końcu jednak Kornicz został schwytany i zakończył życie pod mieczem kata.
Legenda głosi, że jego łupy do dziś ukryte są w skalnych szczelinach nieopodal zamku lub spoczywają na dnie starej studni, zasypanej kamieniami. Mówi się również, ze duch Kornicza nie zaznał spokoju i w mgliste poranki pojawia się u podnóża ruin strażnicy.
Jak diabeł zamieniony w smoka przeszkadzał w budowie kościołów w Żarkach
W czasie, gdy w okolicy budowano dwie świątynie- jedną w „starych” Żarkach (w miejscu, gdzie dziś znajdują się ruiny Św. Stanisława), drugą nad rzeką Leśniówką, pracujący przy nich cieśle codziennie spotykali się na leśnym rozstaju dróg.
Pewnego dnia podczas takiego spotkania usłyszeli w oddali dziwne dźwięki: szczęk żelaza, uderzenia stali i głuchy, nieludzki charkot. Zaniepokojeni chwycili za topory i ruszyli w stronę hałasu. Na polanie ujrzeli niezwykły widok zakutego w zbroje rycerza, który walczył z ogromnym smokiem o wielu łapach. Walka zdawała się nierówna i z góry przegrana. Stwór miał przewagę nad rycerzem, a jego łuski odbijały każde uderzenie miecza.
Nie czekając ani chwili, cieśle obeszli potwora od tyłu. Jednym zamachem odcięli mu ogon, potem kolejne łapy, aż wreszcie powalili bestię, odcinając jej łeb. Wówczas rycerz przemówił do cieśli, nie odsłaniając przyłbicy. Wyjawił, że smok był w rzeczywistości diabłem, który przybrał potworną postać, by zniszczyć powstające świątynie i przeszkodzić ludziom w ich budowie. Rycerz dostrzegł jednak podstęp i stanął do walki, próbując powstrzymać zło. W walce rycerz zaczął przegrywać i wydawało się, że bestia zwycięży, gdyby nie niespodziewana pomoc cieśli. Gdy cieśle chcieli dowiedzieć się, kim jest tajemniczy wybawiciel, rycerz nagle zniknął bez śladu.
Trzy srebrne dzwony
Legenda ta sięga burzliwych czasów potopu szwedzkiego. Gdy w 1655 roku wojska szwedzkie zajęły okoliczne zamki, w tym Zamek Ogrodzieniec i warownie w rejonie Pilicy, szybko dotarła do nich wieść o bogactwie żareckiego kościoła św. Stanisława. Szczególnym łupem miały stać się trzy cenne srebrne dzwony: „Stanisław”, „Wojciech” i najmniejszy „Maria”.
Na szczęście jeden z mieszkańców podsłuchał ich plany. Zwołano rajców miejskich i wybrano czterech uczciwych mieszkańców Żarek, którym powierzono ukrycie dzwonów. Nocą, gdy miasto pogrążyło się w ciszy, podjechali wozem pod kościelną wieżę. Przed rozpoczęciem pracy, dotykając największego dzwonu, złożyli uroczystą przysięgę milczenia.
Pod osłoną nocy dzwony zostały spuszczone i z ogromnym wysiłkiem załadowane na wóz. Ich celem było odludne jezioro położone przy trakcie do Myszków, pomiędzy Jaworznikiem i Helenówką. Tam, jeden po drugim zatopili dzwony w ciemnej toni jeziora.
Wkrótce potem zwabieni tajemniczym dźwiękiem nad jezioro od strony Włodowice nadciągnęli Szwedzi. I wtedy wydarzyło się coś niezwykłego, z głębin jeziora zaczęło rozbrzmiewać donośne bicie dzwonów, a woda się wzburzyła, jakby strzegła ukrytego skarbu. Przerażeni żołnierze w popłochu wycofali się z tego miejsca.
Dzwony pozostały bezpieczne, lecz nigdy już ich nie wydobyto. Do dziś legenda głosi, że jeśli zatrzymamy się nad dawnym jeziorem, usłyszymy ich delikatne, srebrzyste brzmienie.
Sąd diabelski w Suliszowicach
W pobliżu wsi Suliszowice krąży podanie, które zaskakuje nietypowym bohaterem … sprawiedliwym diabłem. Historia przenosi nas do XV wieku, kiedy na skalistym wzgórzu stała królewska strażnica. Dowództwo nad nią powierzono rycerzowi, któremu król ufał bezgranicznie. Jednak zamiast wiernie pełnić służbę, dowódca wraz ze swoją załogą szybko porzucili rycerskie ideały i zaczęli napadać na kupców oraz bogatych podróżnych. Zdobytymi łupami dzielili się między sobą, ukrywając swoje zbrodnie przed królem i starostom.
Pewnego dnia zbójcy dokonali napadu na bogatego i wpływowego pana. Sprawa dotarła aż do króla, który nakazał dowódcy strażnicy odnaleźć sprawców i wymierzyć im sprawiedliwość. Rycerz, chcąc odwrócić od siebie podejrzenia, uwięził kilku niewinnych chłopów z pobliskiej wsi. Torturami wymuszono na nich przyznanie się do winy. Gdy zapadł wyrok śmierci, w zamku pojawił się tajemniczy, bogato ubrany gość. Zaproszony do udziału w sądzie, niespodziewanie ujawnił swoją prawdziwą naturę. Okazało się, że był to sam diabeł i to właśnie on padł wcześniej ofiarą zbójców. Wyjawił, że nawet on nie może znieść takiej niesprawiedliwości. Nakazał natychmiast uwolnić niewinnych. A gdy tak się stało, wydał własny wyrok. Ziemia zadrżała, a mury strażnicy runęły, grzebiąc pod sobą wszystkich zbójców.
Żarki na Szlaku Tradycji
Żarki to miejsce, w którym historia, natura i rodzinne atrakcje tworzą idealny plan na spokojny lub aktywny wypoczynek o każdej porze roku. Poznaj lokalne zabytki, wybierz malownicze trasy i odkryj niepowtarzalny klimat jurajskiego miasteczka.
Przygoda?
wyzwania i emocje czekają tuż za rogiem.